Najsmutniejsze sto lat…
Dziś jest międzynarodowy dzień walki z depresją. Miałam być dzisiaj na stand up’ie Młodego Stuhra… w prezencie od Mazdowej siostry. Niestety, ja jestem na polu bitwy, w zastępstwie idzie z Ciotkami moje młode. Jestem pewna, że będą się cudnie bawić. Pięknie się tam na zewnętrzu wszyscy zajmujecie Młodym… mecze , kina, stand up’y… bardzo dziękuję, możecie być pewni, że ja dla Was zrobiłabym to samo.
Dzisiaj po obiedzie, czyli gdzieś tak o 12:30 wszystkie stanęłyśmy pod dyżurką Pań Pielęgniarek (wyglądało to trochę przerażająco, jakbyśmy planowały jakiś szturm) ale my zwyczajnie zaśpiewałyśmy im sto lat, w podziękowaniu za pomoc w drodze do zdrowia… wydaje mi się, że śpiewały wszystkie. Nawet te, które nie są tu z powodu depresji.
Słyszałam, że coś się kroi już od rana, ale oficjalnie zapytała mnie Elsa na 10min przed akcją. Fajnie, że to zrobiła. Żadna inna nawet nie spojrzała w moją stronę…mam świadomość, że im tego nie ułatwiam.
Dzisiaj mam dzień bez odwiedzin. Z mojej inicjatywy. Bez bodźców i bez żadnego muszę być twarda, muszę się uśmiechać i muszę założyć sweter, żeby nie było widać zadrapań. Głównie chronię przed tym moją mamę , która też powinna obchodzić międzynarodowy dzień walki właśnie dzisiaj. Ale pewnie tego nie zrobi, pewnie będzie w tym trwać już zawsze.
Depresja jest specyficzną chorobą, która często jest lekceważona, chociaż coraz częściej edukuje się młodych o tym, że jest to ciężka śmiertelna choroba. Jedna z moich córek chrzestnych chodzi do pierwszej klasy szkoły podstawowej. Uczyli się o bezpieczeństwie w sieci i zagrożeniach w związku z tym. Mówili też o depresji. Słyszeli opowieść, że jedna dziewczynka zachorowała na depresję, bo w sieci ktoś dopuścił się fali hejtu, pisali o niej/ do niej strasznie przykre rzeczy. Jak się dowiedziała (ta moja córka chrzestna), że jestem w szpitalu właśnie w związku z depresją, to powiedziała: ale mama, to jest poważna choroba. Czy o cioci też ktoś pisał niemiłe rzeczy? Bo jakby co., to jej powiedz, żeby tego nie czytała… 🖤🤍🖤🤍🖤
Czy czytając to również nad Wami przeleciał jednorożec na tęczowej chmurce…?
Mój wewnętrzny krytyk oczywiście poddaje w wątpliwość to czy ja rzeczywiście jestem chora. Oczywiście w dupie ma moje stany, w których byłam i jestem, nie interesują go diagnozy 3 psychiatrów… o! jakże łatwiej byłoby zrobić sobie wymaz z nosa, albo badanie z krwi. Na depresję, albo jakieś combo psychiczne: depresja, stany lękowe, Alzheimer, demencja, spektrum, adhd, ptsd. I wtedy ten mój ostatnio zbyt silny Krytyk nie miałby argumentów… wiedziałabym, że nie wyolbrzymiam, że to nie jest tak, że tak naprawdę mogłabym zwyczajnie spiąć poślady i żyć wg powiedzenia memowego: padłaś? Powstań. Popraw koronę i biegnij dalej Księżniczko…
Chyba jestem nauczona, żeby nie pokazywać smutku, bo to bardzo łatwo łączy się z inną emocją również na s… słabością. Smutek, który jest we mnie, jest tak ekstremalny, już w żaden sposób nie dało się go ukryć. Wystarczyła jedna mała pomyłeczka, jedno słowo, jedno zdanie, spojrzenie, cokolwiek, a nawet totalnie nic, a ja zaczynałam histerycznie płakać i nie mogłam się uspokoić. Wyobrażam sobie, jak trudno było i pewnie nadal jest ze mną/ przy mnie funkcjonować… a co jeśli dawna/ zdrowa ja już nie wróci?! Co, jeśli nigdy nie będę umiała funkcjonować tak, jakbym tego chciała? Co jeśli wrócę tu za rok?
Miałam dzisiaj przemywane oczy solą fizjologiczną przez Panią pielęgniarkę, którą wcześniej nazwałam o czerwonych paznokciach, teraz czerwone pazy mają dwie, a że dowiedziałam się jak ta ma na imię, to mogę bez strachu, że trafię z imieniem mówić na nią pielęgniarka Asia… poprosiłam ją, żeby oszacowała wg swoich obserwacji ile kobiet, które trafiły tu raz wraca tu na kolejne leczenie. Chyba wolałam tego nie wiedzieć… odpowiedziała, że 90% wraca. Ale jeśli chodzi o pacjentki takie jak ja, to jest to wynik tego, że wychodzą stąd, rzucają psychoterapię, i dalsze leczenie psychiatryczne, uważają, że czują się na tyle dobrze, że same sobie odstawiają leki, a to działa wtedy jak efekt jojo w diecie… tak, jeszcze nie wyszłam z pierwszego leczenia, a już obawiam się powrotu. Bosko.
Komentarze
Prześlij komentarz