Świat.
Często wspominam szpital. Raczej bez negatywnych emocji. Nie paraliżuje mnie strach, nie czuję poczucia ulgi, że mnie tam nie ma, nie smucę się, gdy myślę o tym czasie. Tak naprawdę, to trochę nadal w nim tkwię. Teoretycznie mam dostęp do noży, sznurków, sznurowadeł, alkoholu, dużej ilości tabletek i wszystkich innych niebezpieczeństw, od których mnie izolowano jeszcze miesiąc temu. Jest jedna, na maksa niewygodna rzecz, która mi została po szpitalu, taka, która tam była totalnie jakby ok, 'na miejscu' , wytłumaczalna, nierobiąca na nikim większego wrażenia... Zazwyczaj o tym nie myślę, nawet w domu tego nie zauważam. I czasem się totalnie zapomnę, tak jak to zrobiłam na urodzinach mojej bratowej... Zauważyłam to dopiero przy stole, siedząc obok jej siostry i naprzeciwko jej brata i jego partnerki. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Następnego dnia szłam na szybko po coś do sklepu i znowu to zauważyłam. Chodzi o moje blizny, mam w nich całe ręce, nie są to klasyczne blizny ja...