Posty

Wyświetlanie postów z maj, 2025

Świat.

Często wspominam szpital. Raczej bez negatywnych emocji. Nie paraliżuje mnie strach, nie czuję poczucia ulgi, że mnie tam nie ma, nie smucę się, gdy myślę o tym czasie. Tak naprawdę, to trochę nadal w nim tkwię. Teoretycznie mam dostęp do noży, sznurków, sznurowadeł, alkoholu, dużej ilości tabletek i wszystkich innych niebezpieczeństw, od których mnie izolowano jeszcze miesiąc temu. Jest jedna, na maksa niewygodna rzecz, która mi została po szpitalu, taka, która tam była totalnie jakby ok, 'na miejscu' , wytłumaczalna, nierobiąca na nikim większego wrażenia... Zazwyczaj o tym nie myślę, nawet w domu tego nie zauważam. I czasem się totalnie zapomnę, tak jak to zrobiłam na urodzinach mojej bratowej... Zauważyłam to dopiero przy stole, siedząc obok jej siostry i naprzeciwko jej brata i jego partnerki. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Następnego dnia szłam na szybko po coś do sklepu i znowu to zauważyłam. Chodzi o moje blizny, mam w nich całe ręce, nie są to klasyczne blizny ja...

dom. ciąg dalszy.

 Kiedy wyszłam do domu i okazało się, że nie płaczę z byle powodu poczułam się silna. Myślałam o sobie dobrze. Myślałam o sobie, jak o osobie serio ok zdrowotnie. Nadążałam za życiem. Co prawda za życiem na zwolnieniu lekarskim, ale wrzucanie mnie tuż po szpitalu w wir pracy byłoby tożsame z wypisaniem skierowania do ponownego przyjęcia na oddział psychiatryczny i to na CITO... Zajęłam się sobą sama, bez Pań pielęgniarek, które kazały pokazywać usta, czy rzeczywiście połknęłam leki. Dbałam o siebie. Spałam odpowiednią ilość godzin, robiłam rzeczy ważne, ale umiałam też odpuścić. Oczywiście nie obyło się bez wsparcia bliskich, którzy stopowali mój zapał do życia na pełnych obrotach... Jednak to nikt inny , tylko ja umiałam się zatrzymać, poobserwować sytuacje i odnieść się do swoich myśli, zamiarów i tego, co usłyszałam od innych. Głównym celem stało dla mnie odnalezienie się w nowej sytuacji. Do czasu akcji z Panem Majstrem, o której poprzednio pisałam. Omówiłam ją z moim Psycholog...

DOM.

 Próbuję się poczuć znowu jak w domu. Powinno być prosto, bo jestem w domu. Tyle, że wszystko jest inaczej. Serio, jest naprawdę dziwnie. 2,5 miesiąca mojego pobytu w szpitalu zmieniło moją relację z moim Młodym. I bardzo mi się to nie podoba. Próbowałam z tym walczyć, próbowałam to wyprzeć... Nic z tego, ale na żałobę nie mam zgody. Wiszę więc w jakiejś dziwnej relacji, która mi w ogóle nie odpowiada... Coś się chyba skończyło, on się zmienił, jakby dorósł, jakby tylko udawał przede mną moje dziecko. Ciekawa jestem, czy to wydarzyłoby się gdyby nie spotkało go takie traumatyczne wydarzenie, na które naraziła go moja choroba. Nie obwiniam się o to, bo wiem, że to nie moja wina, nikt choroby nie wybiera. To ona wybiera nas... 🙈 Całe szczęście jest to jedyna relacja, którą uszczknęła moja choroba. Wydaje mi się, że całą resztę wzmocniła. To niewiarygodne, ile dostałam wsparcia. Jestem pewna, że nawet więcej niż potrzebowałam... Wszyscy moi bliscy, stali się jeszcze bliżsi, za co jes...