Świat.

Często wspominam szpital. Raczej bez negatywnych emocji. Nie paraliżuje mnie strach, nie czuję poczucia ulgi, że mnie tam nie ma, nie smucę się, gdy myślę o tym czasie. Tak naprawdę, to trochę nadal w nim tkwię. Teoretycznie mam dostęp do noży, sznurków, sznurowadeł, alkoholu, dużej ilości tabletek i wszystkich innych niebezpieczeństw, od których mnie izolowano jeszcze miesiąc temu.
Jest jedna, na maksa niewygodna rzecz, która mi została po szpitalu, taka, która tam była totalnie jakby ok, 'na miejscu' , wytłumaczalna, nierobiąca na nikim większego wrażenia... Zazwyczaj o tym nie myślę, nawet w domu tego nie zauważam. I czasem się totalnie zapomnę, tak jak to zrobiłam na urodzinach mojej bratowej... Zauważyłam to dopiero przy stole, siedząc obok jej siostry i naprzeciwko jej brata i jego partnerki. Nie wiedziałam co mam z sobą zrobić. Następnego dnia szłam na szybko po coś do sklepu i znowu to zauważyłam. Chodzi o moje blizny, mam w nich całe ręce, nie są to klasyczne blizny jak u osoby, która się cięła, w końcu ja się przecież nie cięłam, tylko drapałam... Ale blizny zostały. Gdy jest mi zimno, to robią się fioletowe, kiedy jest mi ciepło, robią się białe. Niestety w każdym z tych wypadków są bardziej widoczne, bo różnią się od naturalnego koloru skóry. Jeszcze czekam na pierwsze pytanie: o matko! Co Ci się stało? Wierzę w fakt, że wszyscy, którzy mieliby prawo zadać to pytanie, to wiedzą, a reszta nie zapyta, bo zwyczajnie nie wypada. Bałam się też momentu, w którym usłyszę to pytanie od Młodego, ale on go nie zadał. Miałam już (będąc jeszcze w szpitalu) przegadane z Psychologiem, że mam mu powiedzieć prawdę, jest już za duży na bajki...
W zeszłym tygodniu byłam zawieźć Elsie fajki i wodę, nie miał jej kto zrobić zakupów, pokłóciła się ze swoją drugą połówką... Dzisiaj jadę znowu. Nie wyobrażacie sobie jak komfortowe jest wejście tam, zostawienie zakupów i wyjście wymieniając szczere uśmiech z paniami Pielęgniarkami. MEGA. Okno ze schodów pokazuje spacerniak. Już go naprawili, można zrobić kółko wokół boiska do kosza, siatki i piłki nożnej. Nie trzeba już chodzić jak wcześniej, trochę jak zombie w tą i z powrotem. To mnie najbardziej w tych spacerach denerwowało, teraz jest igła =) Nawet ostatnio chciałam zapytać Pana Ochroniarza, czy mogę sobie trzasnąć kółeczko, ale jakoś nie chciałam ryzykować, jeszcze by mnie nie chcieli wypuścić, bo kto normalny chce spacerować po spacerniaku mając do dyspozycji calutki świat?! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli dziś jest wtorek, to znaczy, że.

Koniec.

Najsmutniejsze sto lat…