Kropka jest silniejsza, niż Wam się wydaje.

Kropka była jedną z pierwszych osób jaką zobaczyłam. Drobna, bardzo drobna. Wtopiona w łóżko, tak, że można było pomyśleć, że na łóżku nikogo nie ma, gdyby nie to, że Kropka bardzo płakała. Wyglądała jakby się już poddała. Ale dzielnie wszystkie pielęgniarki z cierpliwością i troską, przychodziły. Karmiły. Podłączały kroplówki. Spacerowały. Kropka nie mówiła nic nie pytana. Kropce trzeba było zadać pytanie średnio trzy razy, zanim odpowiedział tak/nie, lub pokręciła głową na tak lub nie. Aż do momentu mojego kryzysu związanego z EKG. Wpadłam wtedy płacząc histerycznie do pokoju przez pół godziny. Przez kolejnych 2,5h byłam przykryta na twarzy bluzą. I wyglądało jakbym się trzęsła. W rzeczywistości wydrapałam sobie kawałek skóry na ręce. Ten ból był przyjemniejszy niż tamten. I w pewnym momencie słyszę: przepraszam… nie zareagowałam. Nie poznałam głosu. I jeszcze raz: przepraszam… nic. I już trochę głośniej: przepraszam. Nie mogłam nie zareagować. Poza tym stwierdziłam, że ten ktoś nie zrezygnuje. Odsłoniłam twarz. Ku mojemu zdziwieniu zobaczyłam Kropkę. Zapytała: potrzebujesz pomocy? Masz strasznie czerwoną twarz (powtórzyła to trzykrotnie, bo mówiła za cicho, żeby zrozumieć ją za pierwszym razem). Powiedziałam, że jest ok. Że chce się odciąć od tego świata i że dziękuję za troskę. Przykryłam się znowu. Nie wiem co później zrobiła Kropka, miałam wtedy swój problem. To, co się stało dotarło do mnie dopiero następnego dnia. To co wiem o Kropce, to fakt, że jej świat jest bardzo trudny i ciężki. Za trudny i za ciężki dla niej. Nigdy nie widziałam człowieka, który aż tak boi się innych ludzi. Z Kropka nie zamieniałam ani słowa. Pomimo tego w czwartym dniu mojego pobytu w jej pokoju ona bardziej niż mnie bała się o mnie! I to jest dopiero czad. Jestem zaszczycona Kropko, dziękuję. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli dziś jest wtorek, to znaczy, że.

Koniec.

Najsmutniejsze sto lat…