Kulka, nie zaczepiaj.
Myślałam, że będę odważniejsza wobec choroby i swojej i innych ludzi. Kiedy jednak zobaczyłam Kulkę zamkniętą totalnie w swoim świecie, która szła jak zombie chwytając starszą panią idącą przy pomocy balkonika na kółkach w pasie tworząc jakby lokomotywę , to mnie zmroziło. Kulka jest ciężkim przypadkiem. Tzn myślę, że każdy tu jest ciężki, jednak Kulka ma swój świat, inny niż Twój, czy mój, ona do tego naszego jeszcze nie dorosła i niestety najprawdopodobniej nie dorośnie nigdy. Raz widziałam, jak podczas odwiedzin zaczęła dusić swoją mamę. To był trudny widok, ale myślę, że Kulka jest otoczona miłością w domu. Kiedy Kulka krzyczy słowa, a nie tylko litery, to krzyczy „kocham Cię” mam nadzieję, że dlatego, że tych słów słucha najczęściej w domu.
Wiedziałam, że nie będę miała tu przyjaciół. Wiedziałam, że będzie ciężko, że zasady typu stanik jeśli już, to tylko sportowy, brak sznurków, biżuterii, szklanych kubków, ładowarki, noża i widelca nie będą ułatwiać. Wiedziałam, że personel szpitala może być czasami różny. Ale nie wiedziałam, że jak podejdę po leki, to później będę musiała otworzyć usta, by pokazać, że je połknęłam. Nie wiedziałam, że będę bać się wejść na stołówkę, bo będę się bać koleżanek z mojego, trzeciego piętra. Nie wiedziałam, że pielęgniarka bezpardonowo będzie ściągać mi stanik do badania bez pytania i uprzedzenia. Nie wiedziałam, że zamiast: cześć jestem xxx a Ty jak masz na imię, usłyszę: cześć, palisz? Masz ćmika? (Tak, rzecz się dzieje w Poznaniu). Szukam tu miejsca dla siebie. I z ciekawością czekam, kiedy je tu dla siebie znajdę. Aktualnie robię to metodą małych kroczków. Dwa małe kroczki wprzód i trzy do tyłu…
Komentarze
Prześlij komentarz