Początek
Myślę, że to zaczęło się dawno i stopniowo, myślę, że trudno jednoznacznie określić początek. Być może było to 30 lat temu. Być może 13. A może jak miałam 13 lat? Może podziałał tu covid, może sytuacja na Ukrainie i mój brak przyzwolenia na taki wymiar bólu i braku szacunku człowieka dla człowieka…
Myślę, że moja misja poświęcenia wszystkiego, by udowodnić wszystkim, a zwłaszcza sobie, że jestem odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu przyczyniła się do tego.
Rzeczy które zaczęły mi przeszkadzać pojawiały się raczej subtelnie, zanim się zdążyłam zorientować zawładnęły całym moim światem.
Kreowałam swój perfekcjonizm w pracy zostając coraz dłużej i częściej na nadgodzinach. Długo mi się udawało. Jednak biorąc ciągle coraz więcej i więcej zaczęłam popełniać więcej błędów. Po pracy byłam coraz bardziej zmęczona. Odcięłam się od spotkań z przyjaciółmi. Nawet rozmów z nimi. Nie miałam przecież czasu i siły. Zaczęłam nie odbierać od nich telefonów i coraz częściej nie oddzwaniać. A gdy widziałam, że dzwonią serce przyspieszało.
Przestałam się cieszyć z rzeczy, które wcześniej sprawiały mi radość. Nie potrafiłam ich docenić, nie miałam też na nie siły. Płakałam ciągle i z każdego powodu a nawet i bez niego.
Coraz gorzej spałam. Nie miałam siły, żeby zrobić cokolwiek. Wszystkie sprawy zaczęły mi przeszkadzać. Najbardziej dźwięki, nad którymi nie panowałam. Zaczęłam jeździć samochodem bez radia, pracować tylko w słuchawkach. Przestałam się skupiać. Praca zaczęła być niewyobrażalnie trudna. Butelka wody niewyobrażalnie ciężka. Nie byłam w stanie zanieść zakupów z samochodu do domu. Samym w sobie sukcesem było pójście na te zakupy.
Jednocześnie byłam w procesie psychoterapii. I myślę, że całą siłę jaką jeszcze miałam wykorzystywałam na pracę nad sobą, która nawet jakoś szła do przodu. Teoretycznie wszystko było ze mną ok. Miałam przerwę w terapii, kiedy się rozsypałam . Postanowiłam pójść do psychiatry, zapytać się, czy jeśli życie aż tak bardzo boli, to jest normalne, czy to już depresja… jednocześnie niewyobrażalnie trudnym było dla mnie ciągle narzekać, że jest u mnie źle. Niewiele osób o tym wiedziało. Wszystko zasłaniałam ilością pracy i braku czasu w związku z tym. Raz na jakiś czas wrzucałam na media społecznościowe zdjęcia z wyjazdów, żeby było widać że jest u mnie też coś oprócz tej pracy…
Generalnie od 9 miesięcy trwa moje zdrowienie, które miało trwać pół roku. Jestem pod opieką trzeciego psychiatry mam włączone kolejne nowe leki i dawki. Zdarzyły się jedynak rzeczy, które zaprowadziły mnie do sali 304 naprzeciwko wejścia na 3 piętrze szpitala na zamkniętym oddziale psychiatrycznym.
Nie wiem, czy dobrze, że to piszę. Nie wiem, czy będę chciała o tym pamiętać albo czy będę w stanie o tym zapomnieć.
Jednak chcę pisać, bo to jedna z niewielu rzeczy, które mi tu wolno i które dają mi wolność. Poza tym, chcę, żebyście niektóre rzeczy wiedzieli i mieli do nich dostęp, jednocześnie fajnie, jeśli nie będę musiała wysyłać Wam tego indywidualnie.
Komentarze
Prześlij komentarz