Spacerniak.

 Wczoraj miałam mega słaby dzień. Bezsilny. Nie poszłam nawet na spacer, choć mogłam. Miałam prawo, z którego nie skorzystałam. 

Dzisiaj już byłam. Spacerniak był pełen. Ja ze słuchawkami na uszach nie patrzyłam w oczy innym ludziom. A pomimo tego byłam w stanie stwierdzić,, czy ktoś jest ‚nasz’ czy obcy… to widać po butach. A raczej po sznurówkach. Jeśli ktoś je ma, to jest wolny, jeśli nie, tak jak ja to jest tu zamknięty.

Wiem jak to brzmi. Chciałabym tylko umieć w przyszłości docenić możliwość posiadania sznurówek w butach. Chciałabym docenić fakt, że nie patrzę na nie jak na narzędzie zbrodni…

Musi minąć jeszcze trochę czasu, zanim będę odbierała każdą uwagę pielęgniarki jako drogowskaz na naszej wspólnej drodze do mojego zdrowia. Aktualnie traktuje to jako atak. Musi minąć trochę czasu, zanim będę umieć tu być i czerpać z tego miejsca garściami. Wiem, że to się musi wydarzyć, że najlepiej by było, gdyby się to wydarzyło. Najlepiej dla mnie. 

Wiem, że muszę zaakceptować stan mojej głowy, że muszę szczerze rozmawiać z lekarzami, żebyśmy razem mogli mi pomóc. Nie mam do siebie cierpliwości… totalnie. Chcę jak zawsze. Tu, teraz, szybko, dobrze, najlepiej.  Tyle, że tak to udało mi się tu trafić, a przecież Albert Einstein powiedział: Szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli dziś jest wtorek, to znaczy, że.

Koniec.

Najsmutniejsze sto lat…