Widoki.

To się stało w piąty dzień pobytu. Cisza. Nikogo nie słyszę. Tylko vito Bambino czy innego Podsiadło w moich słuchawkach. Jestem sama. W całym pomieszczeniu. Totalnie sama. To nie zdarza się tu często. Podchodzę do okna, do którego normalnie nie podchodzę, żeby nikomu nie stać nad głową. Patrzę. Poznań nocą. Wielki komin przede mną. Po lewej widok na główne wejście od tyłu. Jesteśmy tu schowani. Nikt o nas nie wie. Stoję, patrzę, podziwiam wolność od której dzielą mnie oprócz szyby przez którą patrzę , szklane drzwi zamknięte, strzeżone przez pielęgniarki oraz 3 piętra i kolejne drzwi z ochroniarzem. To mi przypomniało czasy, kiedy do Krakowa nie jeździło się drogami ekspresowymi i autostradami, tylko starymi drogami. Jeździliśmy wtedy zawsze przez Rawicz. Patrzyłam w okna więzienia i zawsze tam ktoś siedział. I patrzył. Na tą wolność z której ja bezwiednie wtedy korzystałam. I to właśnie  się wtedy wydarzyło. W moim świecie, w mojej głowie, w moim ciele wybuchła bomba atomowa. I rozjebala mnie na drobne… 

Przypomniał mi się głos Młodego. Jakby przez łzy. Chociaż mówił, że nie płakał. Poprosił mnie, żebym chwilę zaczekała. Kiedy wrócił, powiedział, że założył moją dresową sukienkę, żeby czuć się bliżej mnie. Kurwa. Co ja mu zrobiłam. Co ja zrobiłam sobie. Jest to najtrudniejsze doświadczenie jakiego kiedykolwiek doświadczyłam. Sama poprosiłam o zabranie mi wolności. Moja głowa bardzo się przy tym buntuje. Mam szybszy niż wcześniej zapłon. Małe rzeczy wyprowadzają mnie z równowagi. Mam destrukcyjne myśli i zachowania. I poddaję się. Nie mam siły. Totalnie. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli dziś jest wtorek, to znaczy, że.

Koniec.

Najsmutniejsze sto lat…