Bywa ciężko

 Kulka jest jak pierwsza iskierka ognia w kominku w samym środku mroźnej zimy. Wszyscy ją widzą, nikogo nie ogrzeje, tańczy taniec szczęścia nie zdając sobie sprawy ze swojej niedoskonałości, dzięki czemu wydaje się być szczęśliwa. 



Wczoraj miałam Wielki Kryzys. Poradziłam sobie, ale On był i był naprawdę Wielki! 

Generalnie to wszystko super, bo zaczął się od ogromnego uczucia T Ę S K N O T Y za Młodym. W końcu! Nie wykluczone, że już gdzieś za rogiem czai się uczucie związane z miłością… oby! Akurat ta tęsknota strasznie bolała. Niewyobrażalnie bolała… tak, że serio miazga. Później przyszły do mnie myśli:

•Napewno już nie wyzdrowieje, bo gdybym miała wyzdrowieć, to zrobiłabym to już dawno.

•Ojciec Mlodego zabierze mi prawa rodzicielskie i weźmie Młodego do siebie, przez moją chorobę. Na bank to chce zrobić i zrobi. A ja nie wierzę w sprawiedliwość sądu, bo się już kiedyś na niej zawiodłam. 


To był gnój. I to jest fakt. Trzeba było to zauważyć. Zauważyłam więc. Trzeba było się soba zająć. Poszłam po leki doraźne, które zazwyczaj na ataki płaczu działają… wzięłam dwa . Odczekałam wyjąc około godzinę. Poszłam po następne. Takie mocniejsze, ich też wzięłam dwa, wiedząc  już że skoro nie wezmę ich na noc to będzie ciężka, nieprzespana nocka. I taka właśnie była. W międzyczasie postanowiłam skonfrontować swoje obawy . Napisałam sms do ojca Młodego pytając, czy chce mi go zabrać. W odpowiedzi przeczytałam, że absolutnie nie, bo jestem najlepszą mamą jaką Młody mógłby mieć. Oczywiście jest gdzieś tam doza niepokoju i lęku , że to są nieprawdziwe słowa, cóż … czas pokaże…


Z oddziałowych ploteczek:

•Nawet się nie zorientowałam kiedy wyszła Diwa. Nie widziałam jej już kilka dni, pewnie opala już swoje wielkie ciało pod dubajskim słońcem i na dubajskim piasku. 

•Mamy na oddziale kobietę, która miała wczoraj przed 22gą gości w postaci 2 panów policjantów, bo ma status osoby zaginionej…

•Hrabianka próbując wleźć mi do toalety nie wytrzymała i zalała spodnie od piżamy. 

•Jedna dziewczyna która ciągle mówi wszystkim cześć i pyta jak mamy na imię miała jutro wyjść, ale nie wiadomo, czy wyjdzie, bo jak twierdzi Pani Pielęgniarka jej mama zadzwoniła i powiedziała, że jednak jej nie pasuje. Biedna chodziła od osoby do osoby i mówiła, że jej mamie nie pasuje i nie wyjdzie. Serce pęka, bo od wczoraj nic innego nie mówiła oprócz tego wyjścia… ona nie rozumie tego świata. Ja w sumie też jakby się tak zastanowić…

•Ruda Anka powinna mieć zwiększoną dawkę, bo znowu łazi i krzyczy te swoje blubry. To sprawia, że reaguje mocno agresywnie. 

•Kropka już jest gotowa do wyjścia moim zdaniem. Jest igła. 


Dzisiaj był obchód, jak co środę. Nie było na nim Ordynatora, prowadził obchód jego zastępca. Brak ‚szefa’ było widać i słychać na kilometr! Ja zostałam trochę mocno przemaglowana… a przywitał mnie wyrzutem: 

Już tu Pani od dłuższego czasu z nami jest i co? 

(Oczywiste, co chciałam odpowiedzieć na pytanie ‚co’ , prawda) ?

Najlepsze, że mój Pan Psycholog  mówił mi, że takie pytanie/stwierdzenie,  czy oskarżenie nigdy nie padnie na obchodzie… ups. 

W związku z tym czułam się mega źle. Oczywiście powiedziałam, o poprzednim tygodniu, raczej wszystko co sobie zapisałam… po naprawdę jak na obchód mega długim dialogom moja Pani Prowadząca zapytała z troską, jak te moje problemy intymno-pęcherzowe. I tak oto przy około 20 ludziach opowiadałam o moim parciu na pęcherzu i ilości oddawanego moczu, oraz, czy dostałam już okres i że spóźnia się 2 dni… BANG!

Nie było przy tym mojego Pana Psychologa, ale wziął mnie na rozmowę później, tak,  żeby był na bieżąco opowiedziałam mu o tej (jednej z najbardziej żenujących) rozmowie na obchodzie… smutną mieliśmy tą rozmowę… czuję się bezużyteczna, czuję się słaba, czuję się beznadziejna, wściekła i jestem przerażona, że nigdy nie będę tą sobą, która najbardziej lubiłam… znowu mam problem ze skupieniem, denerwują i rozpraszaj mnie dźwięki, nie potrafię rozwiązać łatwego poziomu Sudoku, a kiedyś przecież robiłam eksperymentalny… 

W zeszłym tygodniu miałam jeden super dobry dzień. Poprzednio było to pół dnia i Ordynator powiedział wtedy: to cieszmy się chociaż z tej połowy dnia. Brakowało mi tego dzisiaj. Dobrze, że jestem mądra ( i wg mojej Pani prowadzącej) zaangażowana w swoje zdrowienie i sama mogę poklepać się po ramieniu i powiedzieć: cieszmy się z tego jednego dnia! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli dziś jest wtorek, to znaczy, że.

Koniec.

Najsmutniejsze sto lat…