Pierwszy taki obchód.

 Najprawdopodobniej nigdy więcej nie usłyszę już wołania: Arletkaaaa! Babcia/matka lub sąsiadka wołająca ją wciąż i wciąż wczoraj wyszła do domu. Widziałam jej przemianę. W pierwszym dniu, kiedy tu przyszłam była nieco nachalna, agresywna i stawiająca się mocno Pielęgniarkom. Wyszła za to spokojna, uśmiechnięta i stabilna. No, stabilniejsza. Przed sekundą wyszła Pocahontas, dość szybko, jak na fakt próby samobójczej, która była chyba z tydzień temu…? Pani, która stała przede mną na izbie przed przyjęciem,która była przyjęta dwie godziny przede mną, wyszła w rewelacyjnym stanie już w sobotę. Kilka godzin temu był obchód. Nikt się nawet nie zająknął o moim wyjściu. Z mojej sali najprawdopodobniej pierwsza wyjdzie Kropka, tylko ona usłyszała, że za kilka dni może zacząć myśleć o powrocie do domu… Bulinka usłyszała, że może nie powinna tu być, bo w domu nie robiła sobie  żadnych okaleczeń, a tu ma już 12 przypaleń papierosem… że inne pacjentki na to patrzą i może to je zachęcać. Prawda jest taka, że jeżeli bym paliła, to na bank bym się przypaliła, spróbowałabym. Nawet ostatnio, kiedy rozmawiałam z moim Panem Psychologiem, to powiłam mu o tej sytuacji ze szkłem hartowanym i określiłam to, że okazja czyni złodzieja… że jak ktoś widzi okazję, przypadkowo mu się ją pokaże, to zrobi coś, na co sam z siebie by nie wpadł… Pan Psycholog powiedział mi, że często jest tak, że próba samobójcza jednej pacjentki aktywizuje inne do takich prób, albo do samookaleczeń. Dlatego o swoich pomysłach im nigdy nie powiem. 

Skład mojej sali jest aktualnie ten sam. 

Nadal jest na oddziale młoda,  zagadkowa dla mnie dziewczyna, którą lubię określać jako Wiosnę, która na początku kilka razy kradła mój telefon i nie szło jej wytłumaczyć, że na wyświetlaczu jest mój syn, ona nie zna kodu pin, a telefon reaguje na moją a nie jej twarz…. Czasem ma wkręty, że coś jest jej i wierzy w to na sto procent. 

Nadal jest młodociana Piwnooka matka. Dowiedziałam się, że jest w takim stanie a nie innym, bo przedawkowała narkotyki. Bardzo jej szkoda… 

Kulka też jest. Wczoraj tuż przed odwiedzinami przyszła do mnie usiadła obok mnie na łóżku. Pytam: 

  • Co tam Kulka? 
  • Nic. Zjadłabym sobie coś. (Odpowiedziała sugestywnie patrząc na mój szafkę)
  • No dobra, smakowały Ci ostatnio żelki i lizak? 


Skinęła głową. Dostała wafelka, żelki i lizaka. Mam szczęście, że leżę na sali obserwacyjnej, tu nikt nie kradnie, po drugiej stronie dyżurki podobno ciągle coś ginie i w 90% to sprawka Kulki, wolę więc z nią trzymać sztamę 😅

Są trzy laski, którym najchętniej bym podłożyła nogę na korytarzu, albo może zrobiłabym im coś jeszcze gorszego… 😱dwie z nich mają tak samo na imię, które mi się kojarzy z Anną. Jedna z nich jest ruda i wierzcie mi, to jest jej najmniejsza wada… jest generalnie straszna. Denerwuje tu wszystkich rzecz jasna, nie tylko mnie. Nigdy. Serio, nigdy nie słyszałam tak irytującego głosu u nikogo na świecie ( a należy pamiętać, że mój Młody ma aktualnie mutację)… w dodatku skrzeczy cały czas bez sensu. Przeklina, próbuje prowokować personel, a oni muszą to wytrzymywać. Mi, co najwyżej grożą pasy, oni mogliby zostać bez pracy… druga z nich jest atencjuszką. Chodzi po korytarzu bardzo często zupełnie naga. Ale często ma też na sobie sukienkę, pod nią nie ma nic, woła lekarzy, mówiąc że się w nich zakochała i wtedy bach sukienka w górę zasłaniając twarz odsłania całą resztę. A wierzcie mi. Nie ma na co popatrzeć, tzn może właśnie jest i to jest największy problem. Raz jak mnie zirytowała, to kazałam jej ( jak to teraz mówi młodzież) się nie zesrać… takiej wiązanki dawno nie słyszałam. Całe szczęście nie bardzo mnie to interesowało. Myślałam, że będzie bojowa, albo obojętna w stosunku do mnie, ale nazajutrz usłyszałam, że mam piękną bluzeczkę. Także tego. 

Last but not least… pani Problematyczna. To hit, bo ona wygląda jak dorosły człowiek, ale mental ma dwulatka . Może trzylatka, ale z zaburzeniami. Pierwszy gnój jaki zrobiła, to, że ktoś jej ukradł kubek, pastę i szczoteczkę. Jak na moje to sama gdzieś zostawiła, albo Kulka zrobiła jej chrzest. Ale ten ton, krzyczący w kółko to samo:

Ale pani pielęgniarko ( pisze małą, bo to jej słowa, a słychać w nich było ewidentny brak szacunku) ktoś mi ukradł pastę, kubek i szczoteczkę! Proszę natychmiast coś z tym zrobić! Pani pielęgniarko! Jak ja mam teraz umyć zęby? Zanim sala była sprzątana, to było na swoim miejscu. 

Zdania te powtarzała wielokrotnie, nie zmieniając w nich nawet szyku…

I tego typu problemy ma kilka razy dziennie. Kosmos. Swoją drogą już widzę Panią Sprzątającą podpierdalającą czyjąś szczoteczkę do zębów i niczym Arielka widelcem czeszącą sobie nią włosy na wielkiej skalę wystającej z oceanu ( oczywiście spokojnego) w towarzystwie Florka i kraba Sebastiana… 

I w tym wszystkim jestem ja… najtrudniejsze jest dla mnie zrozumienie, że tutaj każdy jest chory… nikt nie jest ani lepszy ani gorszy. Każdy ma jakieś swoje demony. Od początku kiedy tu jestem, to mam w głowie przekonanie, że jestem za zdrowa, żeby tu być, ale z każdym dniem tutaj, uważam, że to jest dla mnie dobre miejsce. Wielu z Was mnie pyta , dlaczego jestem tutaj z TAKIMI ludźmi. Otóż, najprościej chyba, bo tak jak oni potrzebuje pomocy… bo kiedy byłam w domu myślałam o śmierci, zaczęłam robić sobie krzywdę. A w domu wszystko było na wyciągnięcie ręki: tabletki, alkohol, noże,  ciężkie przedmioty… Wszystko było za trudne i za ciężkie dla mnie, a jak mi coś nie szło, to zamiast się na chwilę zatrzymać i sie sobą zaopiekować, to ja sobie tylko dopierdzielałam…. I zmuszałam się, żeby się spiąć i robić wszystko jak dawniej, na 110% chociaż niestety dawnej mnie już nie było. Na początku była to dla mnie słaba ja. Teraz twierdzę, że to jestem chora ja… długo to trwało, ale dzisiaj mogłam powiedzieć na obchodzie Panu Ordynatorowi, że jest trochę inaczej, że nawet chyba lepiej, że wczoraj ( w związku z ustaleniem daty przekazania kluczy do Liliowej) miałam pół dnia ze szczęściem! Drugie pół było kaplicą, ale… razem z Panem Ordynatorem zgodziliśmy się, żeby cieszyć się z tej szczęśliwej połowy dnia. I postanowiłam na tym się skupić, to przywoływać, a o tej cholernej reszcie chcę zapomnieć. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli dziś jest wtorek, to znaczy, że.

Koniec.

Najsmutniejsze sto lat…