Sobota, niedziela, poniedziałek

 Zaczęłam pisać wczoraj. Napisałam tytuł, wiedziałam, co chcę napisać, ale coś musiało mnie rozproszyć i nie udało mi się . 

Generalnie dni są tu do siebie łudząco podobne. Jestem ciągle zawieszona. Chyba od tygodnia niczego nie czytałam, nie mogę się skupić. Z niewyobrażalną trudnością idzie mi rozwiązywanie sudoku na najłatwiejszym poziomie, a wcześniej udawało mi się rozwiązywać nawet na ‚eksperymentalnym’…

W sobotę miałam wyjątkowego gościa… przyszedł do mnie Amadeo. Mega miło było go zobaczyć. To spotkanie w przeciwieństwie do poprzedniego podniosło mnie. Sobota, to był również dzień kobiet, Młody upiekł dla mnie w prezencie ciastka 🤍🩵💙🤍🩵💙 do znudzenia mogę powtarzać, że jest najfajniejszym synem na świecie… dostałam życzenia od ojca z okazji dnia kobiet . To mnie trochę przygniotło w tym moim dole… 

Niedziela minęła średnio, ale nie najgorzej. Miałam fajną rozmowę z moim Panem Psychologiem, pomógł mi połączyć kilka kropek… poza tym czułam się źle , ale pomijając aspekty psychologiczne. Miałam ochotę na mięso, więc poprosiłam M. Żeby przywiózł mi burgera. Był pyszny ( jednak można przyprawić porządnie jedzenie… tutaj nieosiągalne). Niedziela trwała długo i była nudna. 

Wczoraj, czyli w poniedziałek czułam się fatalnie (fizycznie), nie wiem czy to przez te leki...? Moja Pani Prowadząca stanęła na wysokości zadania. Generalnie przerąbane, jesteś sobie psychiatrą, a musisz się znać na wszystkim, pęcherzach, nerkach i… jeszcze bardziej krępujących sprawach. Zdychałam caaaaly dzień. Ale na koniec dnia było lepiej. 

Zrobiłam się ostatnio złośliwa, jeśli chodzi o inne pacjentki. Jest jedna nowa, pokroju Kulki tylko może trochę lepiej funkcjonująca… Luna  ( jak Pomyluna z Harrego Pottera) irytuje mnie samą sobą i nie potrafię tego zmienić. Ma jakąś taką dziwną fazę , że patrzy (z bardzo bliska) na czyjąś koszulkę i ją analizuje. Ja jej na to nie pozwalam. Jak mnie zaczepia, to mówię, żeby nawet nie zaczynała. W odpowiedzi usłyszałam już: ‚Tobie najprawdopodobniej wydaje się, że zjadłaś wszystkie gwiazdki i słońca’ lub ‚ zostałaś kiedyś obdarzona pięknem, ale nie chcesz się nim dalej dzielić, a jesteś w takim miejscu, że powinnaś’… Bulinka usłyszała, że ma wzrok patrzący w przyszłość… Dlaczego? Opowiesz mi o tym? 

Ciekawe jaki kolor nieba jest w jej świecie…

Złośliwa jestem też dla Hrabianki, wspominałam o niej kiedyś ( to ta od , pani pielegniarkoooo  nie mam jak umyć zębów, ktoś mi zabrał szczotkę i pastę i kubek)… nie pamiętam jak ją wtedy nazwałam. Hrabianka, jak ją tu wszyscy nazywają jest tak bardzo w punkt… ona urodziła się do wyższych celów, żeby przyjść wołana 10 razy po leki, żeby stać w kolejce do palarni lub po posiłek. Jej rzeczy, sprawy czy pytania są zdecydowanie najważniejsze i po niej jest długo, długo nic, następnie Bóg , matka natura, wielka stopa i gdzieś totalnie na samym końcu drugi człowiek. Jest bardziej chora niż ja, dlatego wiem co powiedzieć, żeby ją rozjuszyć… co niezbyt dobrze o mnie świadczy. Mam krótki lont. W niedzielę rozmawiałam o tym z moim Panem Psychologiem i wiem, że jest wszystko ze mną ok. Jak minie mi kryzys, to będę znowu starą (niestety) dobrą (na szczęście) Darią… dowiedziałam się również, że jestem tutaj nie tak długo, jak mi się wydaje. Tzn, tyle ile tu jestem to jeszcze nie tak długo. To mnie podłamało, bo wydaje mi się, że jestem tu wieczność…

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Jeśli dziś jest wtorek, to znaczy, że.

Koniec.

Najsmutniejsze sto lat…