Uczucia w kratkę.
Cześć.
Nie mam siły. Dzisiaj nie mam siły. A wczoraj miałam całkiem dobry dzień. Miałam więcej energii. Chciało mi się rozmawiać z ludźmi. Żałowałam, że wyszła jedna dziewczyna, taki tutejszy Promyczek, dla każdego dobra i pomocna. Raz nawet dla mnie , chociaż nie dałam jej nigdy powodu, żeby była dla mnie miła. Nawet się nigdy do niej nie uśmiechnęłam. Wyszła zanim zdążyłam jej podziękować. Wyszła też zagadkowa pani Wiosna, także nie muszę już obsesyjnie pilnować telefonu. Kulka miała wyjść ale nie wyszła… i z jakiegoś powodu stała się nieznośnie agresywna. Wyszła też Chodakowska, co mnie ucieszyło, bo jej nachalność w spacerowaniu wiecznie po tym korytarzu, niczym zwycięzca Top Model na wybiegu w Paryżu była dla mnie męcząca.
Są na ich miejsce nowe twarze. Tutaj nigdy łóżka nie stoją puste… nawet na mojej sali jest nowa dziewczyna, która z inną dziewczyną przyszła do nas z toksykologii, ta nasza Nova ma bliznę po cięciu na przedramieniu od łokcia po dłoń. Ale to wygląda na bardzo stare. Ta duga- SuperNova ma rany po wbijanych zszywkach w odstępach dwumilimetrowych od pępka w dół po… w sumie sama nie wiem.
Dzisiaj obudziłam się i już wiedziałam, że to będzie ciężki dzień. Wcześniej jak chodziłam jeszcze do pracy to też miewałam takie przeczucia. Wtedy się nie malowałam , bo wiedziałam, że będę płakać i to się zawsze sprawdzało. Inna kwestia, że pod koniec płakałam już zawsze, często nie jeden raz w ciągu dnia… i często niestety bez powodu. Tak jak dzisiaj.
Wczoraj na rozmowie z moją Panią Prowadzącą czułam się dobrze, usłyszałam, że jestem zaangażowana w proces zdrowienia, że jestem świadoma siebie i świadomie przeżywam emocje.
Nie dodałam żadnego wpisu tu, bo zwyczajnie nie miałam kiedy, ciągle z kimś sobie gadałam… było spoko. No, a dzisiaj bach. Przyjęłam na siebie cały smutek świata. Z nikim znowu nie gadałam. Około południa jak już się obudziłam na naleśniki ( tzn obudziła mnie Bulinka) i zjadłam tym samym tutaj 5 obiad, poszłam po leki doraźne, żeby mnie trochę wyciszyły, Pani Prowadząca powiedziała mi, że oni wolą żebym brała wszystkie doraźne zamiast robienia sobie jakiejkolwiek krzywdy. Dzisiaj zrobiłam sobie małe 2 zadrapania. Nic więcej. I tak byłam bardzo dzielna jak na to, co przeżywałam. Zero energii i 100% smutku w całej sobie. Znowu niechęć do ludzi i wściekłość na wszystko co robią, bo wszystko robią źle.
Miałam dzisiaj na widzeniu Mamkę i Braciaka. Jak wyszli to się rozkleiłam. Nie miałam słuchawek w tym czasie, rzecz jasna i dzisiaj te wszystkie dialogi na korytarzu jakoś tak do mnie dobiły. Ryczałam i ryczałam i poszłam po kolejne 2 doraźne. W końcu minęło. Oglądałam sobie serial o szpitalu na HBO MAX, jakbym miała niedosyt szpitala w życiu 🤦🏼♀️
Przy wieczornych lekach, wzięłam 2 kolejne doraźne na spanie i aktualnie jestem bez życia, bez emocji (żadnych, ale to lepiej niż smutek i wściekłość)… i odpływam. Fajne te leki. odpływam totalnie.
Potrzebuje jeszcze czasu, potrzebuje czasu, żeby wyzdrowieć i być dawną sobą , bo nie chce stąd wychodzić jako ta Daria, która tu ponad miesiąc temu przyszła.
Chcę stąd wyjść z dobrze dobranymi lekami. I nigdy więcej tu nie wracać.
Wiem, że się o mnie martwicie, kiedy piszę, że jest źle. Kiedy pisze, że nie chce żyć. Kiedy pisze, że nie mam siły i że chcę się poddać. Wiadomo, podejrzewam, że serce by mi pękło, gdybym przeczytała takie słowa napisane przez kogokolwiek z Was… wiem, że tak jak Wy mi, tak ja Wam chciałabym pomóc… ten mur, który tworzycie za mną dodaje mi siły, ale drogę, na końcu której jest zdrowie, muszę przejść sama. Wasze wsparcie nie pozwala mi zawrócić i zbyt długo leżeć, gdy się przewracam. Dziękuję 🙏🏼
Komentarze
Prześlij komentarz