Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2025

O tej starej piosence.

Ostatni raz przyszła mi na myśl i przesłuchałam tej piosenki 15.10.2023r. Wtedy też z ogromnym poświęceniem i wiarą zaprosiłam ją do tworzenia tej chwili, naszej ogólnopolskiej, ale też  i prywatnej historii zapisanej tylko w naszych (moich Chłopaków i mojej) głowach …  Wcześniej zaprosiłam ją do tworzenia wspomnienia  już tylko prywatnego 04.09.2016r… (ostatni dzień pracy w Chacie Polskiej) Dziś jest trzeci raz. Myślę, że nie ostatni. Oczywiście wiem, że ona nie do końca pasuje, że jest poświęcona nieszczęśliwej miłości, ale tak bardzo chcę i dziś ją metaforycznie z miłością i nostalgią, ale również dumą jaką odczuwam z rozstania zaprosić do mojego dnia… Oczywiście chodzi o Mieczysława Fogga i piosenkę Ta ostatnia niedziela… Nie dziś, ale jutro się rozstajemy na wieczny czas… napisałam to bez namysłu, ogólnie raczej z pokorą mówię o żegnaniu ze szpitalem, wydaje mi się że mogłabym w to wierzyć z troszkę większą odwagą i nadzieją… wierzę w to i wierzę temu, że jestem...

Sobota. Ostatnia.

  Jeśli byłam smutna, ponieważ trudno mi się było pogodzić z faktem, że Bulinka i Golaska się już poddały, to wyobraźcie sobie co czuję wiedząc, że Elsa w tym właśnie momencie (po 4 dniach na zewnątrz) siedzi na izbie przyjęć czekając na przyjęcie. Jest jej obojętnie gdzie ją przyjmą, czy tu, czy w Gnieźnie, czy w Kościanie. Akurat w niej pokładałam największe nadzieje na brak powrotu. Tymczasem życie pisze własne scenariusze.   Mój pobyt tutaj mam nadzieje, że był na tyle wydłużony, że jestem już serio stabilna. Tak się czuję, ale czuję się tak w miejscu bez bodźców, bez pracy, ogarniania życia jakim zrobienie obiadu w aktualnym i kupienie kafelków i lamp w drugim domu… czuję się tak w miejscu, w którym obcy ludzie pilnują, żebym zażywała garści leków systematycznie i w odpowiednich ilościach, gdzie nie mam klamek do okien (o ironio) również na trzecim piętrze… w miejscu, w którym zawsze jest w porze śniadania i kolacji świeży chleb i masło (tyle co kot napłakał, ale jest)…...

Miało być inaczej

Przyszłam tu z założeniami. Że wyjdę po miesiącu, że będę miała wpływ na swoją głowę, że z nikim się tu nie zakoleguję, że nigdy nie zjem czekolady w środku nocy, że będę tęsknić… niewyobrażalnie.  Tymczasem dziś minął 9 tydzień. Nie miałam absolutnie żadnego wpływu na swoje zdrowienie. Bardzo zżyłam się i mocno zakolegowałam z moimi dziewczynami… dziś , kiedy wyszły bardzo za nimi płakałam. Może nie czekoladę, ale wjechał niejeden musik i może z dwa wafelki. Większość czasu byłam wypruta z takich uczuć jak tęsknota i miłość… i trudno. Nie miałam na to wpływu. W końcu przestałam o to i z tym walczyć i przestałam robić sobie o to wyrzuty.  Strasznie cieszę się, na to moje wyjście, ale, oczywiście jest jakieś ale, trochę się też tego boję… po tak długim czasie izolacji od świata i życia zwyczajnie się boję wrócić. Generalnie czuję się na siłach, czuję, że dam radę, że mam narzędzia do dalszego zdrowego życia i mam ludzi wokół, na których zawsze mogę polegać i których mogę prosić...

Próba

  Dziś ostatni pełny dzień z Bulinką i Elsą. Obie jutro wychodzą. Obie były tu krócej niż ja, ale u obu nie wystarczą dwie ręce, żeby policzyć który to już raz są w szpitalu psychiatrycznym. Z panem Psychologiem stwierdziliśmy, że to będzie dla mnie dobra próba . Zobaczymy jak się będę zachowywać w nowym nieznanym mi towarzystwie… to dużo pokaże o mojej gotowości.   Rozmawiałam dzisiaj z moją Panią Prowadzącą… jeśli w tym czasie od czwartku (po obchodzie) do poniedziałku będzie ze mną ok, to w poniedziałek wychodzę! Nie wiem, co czuję będzie, szczęście czy strach. Ale, wszystko w granicach normy.  To co tu przeszłam , jaką zmianę myślenia, na temat swój, innych i świata, to doświadczenie turbo ekstremalne. To, że są ludzie na świecie i to całkiem blisko mnie, którzy taką bardzo zepsutą mnie potrafili naprawić i poskładać napawa mnie optymizmem. I daje wentyl bezpieczeństwa. Z którego absolutnie NIGDY nie chciałabym już więcej korzystać. Ale jestem tylko człowiekiem, któ...

Dzień dobry.

  Przez ostatnich 10 minut patrzyłam w pustą przestrzeń. Aktualnie jest 20:58 w piątek. Jestem już gotowa do snu i generalnie strasznie mi się chce spać…   Dzisiaj pomimo tego, że byłam tutaj, wydarzył się dla mnie turbo ważny dzień. Dzisiaj zostało podpisane przekazanie własności na mieszkanie, do którego będziemy się już niedługo przeprowadzać! W końcu do swojego… To jest taki czad, że czuję to całą sobą! Niby wiedziałam, że to się wydarzy, ale jak już jest po, to jest dopiero COŚ! Z jednej strony szkoda, że nie mogłam tego ogarnąć sama. Z drugiej myślę, że to może i lepiej, nie ma co tak szastać emocjami na lewo i prawo. Powiedziałam to koleżance Anice podczas kolorowania na terapii zajęciowej. To już jest inny poziom interakcji, niż ten, który wcześniej prezentowałam… np wczoraj… też byłam na terapii zajęciowej i nie mogłam wytrzymać na gadanie jednej dziewczyny w manii. Pokłóciłyśmy się, a ona wyszła i powiedziała, że ją pobiłam, kiedy ja machałam jej tylko ręką przed tw...