Miało być inaczej
Przyszłam tu z założeniami. Że wyjdę po miesiącu, że będę miała wpływ na swoją głowę, że z nikim się tu nie zakoleguję, że nigdy nie zjem czekolady w środku nocy, że będę tęsknić… niewyobrażalnie.
Tymczasem dziś minął 9 tydzień. Nie miałam absolutnie żadnego wpływu na swoje zdrowienie. Bardzo zżyłam się i mocno zakolegowałam z moimi dziewczynami… dziś , kiedy wyszły bardzo za nimi płakałam. Może nie czekoladę, ale wjechał niejeden musik i może z dwa wafelki. Większość czasu byłam wypruta z takich uczuć jak tęsknota i miłość… i trudno. Nie miałam na to wpływu. W końcu przestałam o to i z tym walczyć i przestałam robić sobie o to wyrzuty.
Strasznie cieszę się, na to moje wyjście, ale, oczywiście jest jakieś ale, trochę się też tego boję… po tak długim czasie izolacji od świata i życia zwyczajnie się boję wrócić. Generalnie czuję się na siłach, czuję, że dam radę, że mam narzędzia do dalszego zdrowego życia i mam ludzi wokół, na których zawsze mogę polegać i których mogę prosić o pomoc…
Nikogo nie zdziwi fakt, że tęsknię za moją pracą. Do niej wrócę jednak nie tak od razu. I to też jest dobre. Gdybym wróciła zaraz po wyjściu ze szpitala to na bank bym tego nie dźwignęła…
Jak już wspominałam dzisiaj żegnałam Bulikę i Else. Na ich miejsce przyszła starsza Pani ( po 2h stwierdziła, że jest tu gorzej niż w więzieniu) raczej się nie polubimy 😅 oraz osoba LGBT+ szczerze powiem, że nie do końca akurat jego ogarniam, a nie chcę tu głupot pisać stąd tak ogólny tęczowy wór.
Jest tutaj do piątku dziewczyna, o której pisałam już kiedyś, myślę, że raczej niezbyt pochlebnie. Ona ma chorobę dwubiegunową, przez którą między innymi się rozbiera. I chodzi dosłownie bez niczego. Sama widziałam. To robi w manii. Jest to raczej charakterystyczne. Stabilizowali ją i po kilku dniach przestała to robić i nawet nie pamiętała, że to robiła. Stała się bardzo pozytywna, witała każdego lekarza i pielęgniarkę, rzucała komplementami. Przychodziła do nas do pokoju i wprowadzała trochę słońca i pozytywnej energii. Od może niecałych 2 tygodni przestała do nas przychodzić. Bardzo dużo spała. W kolejce po leki mówiła tylko suche cześć… nawet wyraz twarzy jej się zmienił. W ogóle wszystkim się tu zmienia wyraz twarzy wraz z leczeniem. Ale, wracając do naszej cudownej golaski, to jej pozytywne nastawienie , to też była mania, a to jej zachowanie teraz jest tym, do czego lekarze dążyli, to jej zdrowy stan. Ona ciągle tu wraca , bo bierze (UWAGA) kryształ ( nauczyli mnie tu czym to jest, to jest zanieczyszczony niewiadomo czy narkotyk, zdaje się amfetamina. Jakoś nie potrafię się pogodzić z tym wszystkim, że ona tu ciągle wraca. Że jest taka smutna. Że nie ma nad niczym w swoim życiu kontroli. Jest szczera do bólu ( że aż przezroczysta). To mnie chyba ujmuje. Najgorsze jest to, że zarówno ona, jak i Bulinka one się już poddały. One wiedzą, że tu znowu wrócą…
Komentarze
Prześlij komentarz