O tej starej piosence.
Ostatni raz przyszła mi na myśl i przesłuchałam tej piosenki 15.10.2023r. Wtedy też z ogromnym poświęceniem i wiarą zaprosiłam ją do tworzenia tej chwili, naszej ogólnopolskiej, ale też i prywatnej historii zapisanej tylko w naszych (moich Chłopaków i mojej) głowach …
Wcześniej zaprosiłam ją do tworzenia wspomnienia już tylko prywatnego 04.09.2016r… (ostatni dzień pracy w Chacie Polskiej)
Dziś jest trzeci raz. Myślę, że nie ostatni. Oczywiście wiem, że ona nie do końca pasuje, że jest poświęcona nieszczęśliwej miłości, ale tak bardzo chcę i dziś ją metaforycznie z miłością i nostalgią, ale również dumą jaką odczuwam z rozstania zaprosić do mojego dnia…
Oczywiście chodzi o Mieczysława Fogga i piosenkę Ta ostatnia niedziela…
Nie dziś, ale jutro się rozstajemy na wieczny czas… napisałam to bez namysłu, ogólnie raczej z pokorą mówię o żegnaniu ze szpitalem, wydaje mi się że mogłabym w to wierzyć z troszkę większą odwagą i nadzieją… wierzę w to i wierzę temu, że jestem tu pierwszy i ostatni raz z typowym dla człowieka tak ukształtowanego a nie inaczej małą wiarą. Mam jednak nadzieję, że tej wiary zacznie mi znowu przybywać, bo nareszcie mam siłę , żeby się tym zająć!
Dobrze, że wychodzę jutro. Naprzeciwko mnie na miejsce Elsy dali Panią po 6dniowej libacji alkoholowej. Mówiła, że nic nie jadła, tylko ciągle piła. Myślę, że może nie być do końca świadoma tej choroby… zresztą totalnie nie mnie oceniać, czy stawiać diagnozy. Tyle tylko, że my, ludzie, wchodzimy ze sobą w interakcje. I ta Pani weszła ze mną w niejedną, albo próbowała. Jest typem gaduły, a ja nie za bardzo chce słyszeć ile i dlaczego pije i co potem się dzieje, że jej córka zrobi jej detoks , bo jest przeciwniczką alkoholu (a jakże)… w pierwszy dzień jak tu była, to zadzwoniła do swojego partnera, lub po tym telefonie może nawet byłego partnera, a może zupełnie nie… no nieważne, pan był w pani domu i zrobił w nim straszny syf. Zadzwoniła do niego zaczynając rozmowę: Ty pierdolony alkoholiku… i później było tylko gorzej! Nie chciałam tego słuchać, jako z krwi i kości DDA czułam się mocno niekomfortowo. Wyszłam i nie zareagowałam jak zazwyczaj to robiłam z typową dla siebie histerią. Zwyczajnie poszłam do Pielęgniarek, zapytałam , czy mogę posiedzieć, opowiedziałam dlaczego nie chcę siedzieć u siebie i Pani Miła zrobiła z tym porządek. Pani przeprosiła za tą rozmowę, powiedziała , że jakby miała więcej tego typu rozmów, to będzie wychodziła z pokoju. Nie zależało mi ani na przeprosinach, ani na wychodzeniu z pokoju… ja chciałam posiedzieć przez chwilę w innym miejscu. Bezpiecznym miejscu. Tyle. Wyszło jak wyszło. I ok.
Dzisiaj (niedziela oczywiście) miałam rozmowę z moim Panem psychologiem. Chciałam wyjaśnić kilka faktów głównie jak postępować z Młodym, co powiedzieć o bliznach na rękach, czy robić mu niespodziankę, czy raczej przygotować na mój powrót… wszystkiego się dowiedziałam, wiem co robić, żeby go nie skrzywdzić…
Do naszego pokoju dali oczywiście Else, bo potrzebuje obserwacji. Dziwnie będzie się z nią znowu żegnać w odwrotnej sytuacji, w której ona zostaje, a ja wychodzę. Ciekawe , czy będę płakać, generalnie nikt z wychodzących nie płacze, ale ja jakkolwiek to zabrzmi oswoiłam się z tym miejscem. Przyzwyczaiłam. Poczułam się tu zaopiekowana i bezpieczna. No cóż , najwyżej będę pierwszą w historii osobą, płaczącą ze wzruszenia wychodząca ze szpitala psychiatrycznego do domu. I ok.
Komentarze
Prześlij komentarz