Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2025

Jednak nie koniec.

 Dobra, chwila minęła. Już się odobrazilam na bloga i to, że każdy może go interpretować inaczej, niż intencja w jakiej go piszę.  Ciotki nie posłuchały, przyjechały i tak. To było dla mnie dobre, bo inaczej nikt by mnie nie odwiedził w tym dniu.  Porozmawiałam z panem psychologiem.  I zażegnałam niebezpieczeństwo, przerażenie i lęk o Młodego. Wytłumaczył mi, że skoro został wychowany w domu, w którym drugi człowiek jest dla nas ważny, w którym możemy na sobie polegać, to naturalnym jest, że przyjął troszkę rolę opiekuna, choć on by tak tego nie nazwał. Generalnie, kłopot będzie, jeśli ja wyjdę ze szpitala, a Młody nie wyjdzie z tej swojej naturalnie na chwilę przyjętej roli. Wtedy trzeba reagować. Zaczęłam częściej rozmawiać z nim   , mówić mu  jak bardzo ważny jest dla  mnie. Bo tak cały czas jest,   choć przez chwilę o tym nie myślałam… Gorzej śpię znowu . Bez doraźnych nawet nie mam co startować. Tzn zasnę, ale ciągle się budzę, albo na d...

Koniec.

 To już jest koniec, nie ma już nic, jesteście wolni, możecie iść.  To mój ostatni wpis. To wszystko bez sensu. Tu jest chujowo, ciągle jest chujowo. Generalnie możecie założyć, że jest źle i nie pytać mnie o nic, tak będzie najprościej. Jeśli mogę, to proszę, żebyście mnie nie odwiedzali (przepraszam Ciotki). Chciałam też tylko wyjaśnić, że żadnego innego pacjenta nie chciałam obrazić. O rzeczach którymi mogłabym obrazić raczej nie pisałam. Nie czuję się tu absolutnie od nikogo lepsza. Jeśli tak zabrzmiało, to przepraszam, nie miałam niczego takiego w zamiarze.  Chciałam przedstawić świat, mój cały aktualny świat mieszczący się na 3 piętrze oddziału zamkniętego psychiatrii, który w absolutnie niczym nie przypomina wszechobecnego idealnego świata z social mediów… Dam znać jak wyjdę, to będziemy nadrabiać.  Bez odbioru. D.

Dziś są moje urodziny.

Napisałam 19.03, dziwiłam się trochę, że nikt tego nie przeczytał… okazało się, że nie kliknęłam „opublikuj”, to prawie jak wysłać maila z raportem bez załącznika… (ach… stare dobre czasy )… Gdybym była na zewnętrzu, normalnie w pracy, skończyłabym dzisiaj o 14:00, ponieważ w urodziny wychodzimy wcześniej. Przyniosłabym jak zwykle sernik i jakąś bezę i pewnie coś jeszcze, w stylu creme brule, albo innych ciastek czekoladowych. A może upiekłabym tort…? zbiłabym piątki z ludźmi z pracy i bylibyśmy wszyscy dla siebie uśmiechnięci. A tak… pierwszy raz w życiu spędzałam urodziny w TAKICH okolicznościach. Poprosiłam Matta, żeby mi przywiózł cukierki. Miałam po dwa dla każdej pacjentki i osobno Lindorki (tak, mam do nich słabość) dla lekarzy, pielęgniarek, ogolnie personelu i dla lasek z mojego pokoju. Poprosiłam Panią, która przygotowywała śniadanie żeby każdemu na talerzyku położyła cuksy, chciałam, żeby było miło, ale niekoniecznie chciałam z tymi cukierkami chodzić od osoby do osoby. Do l...

Słabość .

Jestem zagubiona w czasie i przestrzeni. Ostatnio ciągle mylę jaki jest dzień tygodnia . Przez ostatnich kilka dni tyle dziewczyn wyszło, a na ich miejsce przyszło tyle nowych, że ja już wiem, że  nie zapamiętam połowy z nich.  Na bank zapamiętam Rudą, ona zrobiła na mnie mega wrażenie. Od wczoraj jest przypięta pasami. Bardzo rzadko to się tutaj podobno zdarza, ale włączyli alarm, czyli takie info do innych oddziałów, że potrzebują pomocy. Ona chodziła po korytarzu, chciała czegoś, czego nie mogła dostać i zaczęła chodzić i trzaskać drzwiami. Najpierw trzasnęła naszymi. Wystraszyłam się. Potem od jadalni i świetlicy. Miazga, bardzo się tym zestresowałam. Jakbym podłożyła nogę albo rękę w te drzwi, to bankowo bym tej nogi czy ręki nie miała. Dali jej jakiś zastrzyk uspakajający. zapięli w pasy i zamknęli  w izolatce. No generalnie grubo.  Znowu zaczęłam pisać dwa dni temu, a kończę dzisiaj. To jest dobre o tyle, że to znaczy, że lepiej zasypiem, co niestety nie znacz...

Rytuał.

  Długo miałam taki rytuał, że po 20:00 kiedy były leki wieczorne i moje laski szły od razu spać, więc gasiłam im światło, brałam swój półdekadnik,   książkę o PTSD, słuchawki, telefon, herbatę, zakreślacz i ołówek. I szłam sobie do jadalni czytać z muzyką filmową w tle, żeby nic mnie nie rozpraszało. Czytałam tam do 22:00, czyli do ciszy nocnej. Zazwyczaj będąc ‚wyganianą’ przez którąś z Pań Pielęgniarek, kiedy zamykały drzwi na klucz. Od około 2 tygodni nie czytałam nic. Nie mogłam się na tym skupić. Stwierdziłam , że ok. Zrobię sobie przerwę … pozwoliłam sobie na przerwę , nic na siłę. Dziś zatęskniłam za tym.   Wzięłam cały sprzęt i poszłam, najpierw uzupełniłam półdekadnik a później zaczęłam czytać. W pewnym momencie przyszło młode dziewczę, które mogłoby grać rolę małej Mi w filmowej adaptacji Doliny Muminków. (Nie tylko z powodu wyglądu). Była na tyle głośno , że musiałam zgłośnić muzykę. I już jeden fragment musiałam czytać 2 do 3 razy zamiast raz. Przyszły do nie...

Ostatni.

  Okazało się, że wczorajszy taniec Kulki, przy którym się zawiesiłam i go Wam potem opisałam był jej ostatnim tańcem tutaj. Przynajmniej podczas tego turnusu. Dzisiaj poszła do domu. Zbiłyśmy piątkę, życzyłam jej i jej mamie powodzenia. Przyda się na bank.   Moja dzisiejsza aura daje dużo do życzenia… trafiłam na idealny mem, ustawiłam go sobie jako relację: siedzi przybity Kermit na krawężniku i jest napis ‚czuję, że już jestem zmęczony jutrem’. Dokładnie tak. Obudziłam się zmęczona jakbym przeorała pole. Im dalej w las tym gorzej… znowu miałam tak, że samo wstanie z łóżka , to był niewyobrażalny wysiłek, znowu z nikim nie rozmawiałam, nie miałam nawet siły porozmawiać z moim Panem psychologiem… chwilę próbowaliśmy , ale mnie bolało każde wypowiedziane przeze mnie słowo. Siedziałam skulona w bólu bez powodu. Tego nie lubię najbardziej. Kiedy już się właśnie taka czuję…  Popołudniu widziałam, że Elsa robi sobie zadrapania, poszłam na nią naskarżyć. Ale to było niestety...

Bywa ciężko

  Kulka jest jak pierwsza iskierka ognia w kominku w samym środku mroźnej zimy. Wszyscy ją widzą, nikogo nie ogrzeje, tańczy taniec szczęścia nie zdając sobie sprawy ze swojej niedoskonałości, dzięki czemu wydaje się być szczęśliwa.   Wczoraj miałam Wielki Kryzys. Poradziłam sobie, ale On był i był naprawdę Wielki!  Generalnie to wszystko super, bo zaczął się od ogromnego uczucia T Ę S K N O T Y za Młodym. W końcu! Nie wykluczone, że już gdzieś za rogiem czai się uczucie związane z miłością… oby! Akurat ta tęsknota strasznie bolała. Niewyobrażalnie bolała… tak, że serio miazga. Później przyszły do mnie myśli: •Napewno już nie wyzdrowieje, bo gdybym miała wyzdrowieć, to zrobiłabym to już dawno. •Ojciec Mlodego zabierze mi prawa rodzicielskie i weźmie Młodego do siebie, przez moją chorobę. Na bank to chce zrobić i zrobi. A ja nie wierzę w sprawiedliwość sądu, bo się już kiedyś na niej zawiodłam.  To był gnój. I to jest fakt. Trzeba było to zauważyć. Zauważyłam ...

Sobota, niedziela, poniedziałek

  Zaczęłam pisać wczoraj. Napisałam tytuł, wiedziałam, co chcę napisać, ale coś musiało mnie rozproszyć i nie udało mi się .   Generalnie dni są tu do siebie łudząco podobne. Jestem ciągle zawieszona. Chyba od tygodnia niczego nie czytałam, nie mogę się skupić. Z niewyobrażalną trudnością idzie mi rozwiązywanie sudoku na najłatwiejszym poziomie, a wcześniej udawało mi się rozwiązywać nawet na ‚eksperymentalnym’… W sobotę miałam wyjątkowego gościa… przyszedł do mnie Amadeo. Mega miło było go zobaczyć. To spotkanie w przeciwieństwie do poprzedniego podniosło mnie. Sobota, to był również dzień kobiet, Młody upiekł dla mnie w prezencie ciastka 🤍🩵💙🤍🩵💙 do znudzenia mogę powtarzać, że jest najfajniejszym synem na świecie… dostałam życzenia od ojca z okazji dnia kobiet . To mnie trochę przygniotło w tym moim dole…  Niedziela minęła średnio, ale nie najgorzej. Miałam fajną rozmowę z moim Panem Psychologiem, pomógł mi połączyć kilka kropek… poza tym czułam się źle , ale po...

Uczucia w kratkę.

  Cześć.   Nie mam siły. Dzisiaj nie mam siły. A wczoraj miałam całkiem dobry dzień. Miałam więcej energii. Chciało mi się rozmawiać z ludźmi. Żałowałam, że wyszła jedna dziewczyna, taki tutejszy Promyczek, dla każdego dobra i pomocna. Raz nawet dla mnie , chociaż nie dałam  jej nigdy powodu, żeby była dla mnie miła. Nawet się nigdy do niej nie uśmiechnęłam. Wyszła zanim zdążyłam jej podziękować. Wyszła też zagadkowa pani Wiosna, także nie muszę już obsesyjnie pilnować telefonu. Kulka miała wyjść ale nie wyszła… i z jakiegoś powodu stała się nieznośnie agresywna. Wyszła też Chodakowska,  co mnie ucieszyło, bo jej nachalność w spacerowaniu wiecznie po tym korytarzu, niczym zwycięzca Top Model na wybiegu w Paryżu była dla mnie męcząca.  Są na ich miejsce nowe twarze. Tutaj nigdy łóżka nie stoją puste… nawet na mojej sali jest nowa dziewczyna, która z inną dziewczyną przyszła do nas z toksykologii, ta nasza Nova ma bliznę po cięciu na przedramieniu od łokcia po d...

Pierwszy taki obchód.

  Najprawdopodobniej nigdy więcej nie usłyszę już wołania: Arletkaaaa! Babcia/matka lub sąsiadka wołająca ją wciąż i wciąż wczoraj wyszła do domu. Widziałam jej przemianę. W pierwszym dniu, kiedy tu przyszłam była nieco nachalna, agresywna i stawiająca się mocno Pielęgniarkom. Wyszła za to spokojna, uśmiechnięta i stabilna. No, stabilniejsza. Przed sekundą wyszła Pocahontas, dość szybko, jak na fakt próby samobójczej, która była chyba z tydzień temu…? Pani, która stała przede mną na izbie przed przyjęciem,która była przyjęta dwie godziny przede mną, wyszła w rewelacyjnym stanie już w sobotę. Kilka godzin temu był obchód. Nikt się nawet nie zająknął o moim wyjściu. Z mojej sali najprawdopodobniej pierwsza wyjdzie Kropka, tylko ona usłyszała, że za kilka dni może zacząć myśleć o powrocie do domu… Bulinka usłyszała, że może nie powinna tu być, bo w domu nie robiła sobie   żadnych okaleczeń, a tu ma już 12 przypaleń papierosem… że inne pacjentki na to patrzą i może to je zachęcać....

Stany.

  Wczoraj miałam znowu to cholerne uczucie, o którym na początku stycznia mówiłam mojemu psychiatrze ( wklejam fragment):   Nie wiem jak to nazwać, ale strasznie się męczę w sobie. jest mi psychicznie niewygodnie. I jeśli się nie zajmę czymś (czytaniem, graniem, filmem) to jest mi coraz bardziej niewygodnie i narasta to we mnie tak, że chce mi się krzyczeć. To jest tak, jakby było się na najnudniejszym wykładzie na świecie w pierwszym rzędzie. Trzeba trzymać fason, bo wykładowca patrzy. Wykład trwa już 6 h i 59 min. Została minuta do końca. I ja jestem w tej minucie uwięziona. W dodatku w wykładzie nie było przerwy, a ja wypiłam około 2 litrów płynów.  Kumacie klimat tej czasoprzestrzeni, w której tkwię…? Dzisiaj miałam kolejną rozmowę z moim Panem psychologiem. Nie byłam na niej sobą, byłam nieobecna, nie mogłam się skupić na rozmowie. Byłam taka, trudno to opisać słowami, mój Brat zawsze leje, jak mu pokazuje jaka jestem po lekach… i teraz taka właśnie byłam. Wyobr...