Jednak nie koniec.
Dobra, chwila minęła. Już się odobrazilam na bloga i to, że każdy może go interpretować inaczej, niż intencja w jakiej go piszę. Ciotki nie posłuchały, przyjechały i tak. To było dla mnie dobre, bo inaczej nikt by mnie nie odwiedził w tym dniu. Porozmawiałam z panem psychologiem. I zażegnałam niebezpieczeństwo, przerażenie i lęk o Młodego. Wytłumaczył mi, że skoro został wychowany w domu, w którym drugi człowiek jest dla nas ważny, w którym możemy na sobie polegać, to naturalnym jest, że przyjął troszkę rolę opiekuna, choć on by tak tego nie nazwał. Generalnie, kłopot będzie, jeśli ja wyjdę ze szpitala, a Młody nie wyjdzie z tej swojej naturalnie na chwilę przyjętej roli. Wtedy trzeba reagować. Zaczęłam częściej rozmawiać z nim , mówić mu jak bardzo ważny jest dla mnie. Bo tak cały czas jest, choć przez chwilę o tym nie myślałam… Gorzej śpię znowu . Bez doraźnych nawet nie mam co startować. Tzn zasnę, ale ciągle się budzę, albo na d...